Sierpniowe okonie z pomostu

Koniec sierpnia to czas, w którym okonie zaczynają intensywniejsze żerowanie. Noce są coraz dłuższe i zimniejsze, co powoduje wzrost apetytu u drapieżników. Po dość niemrawych braniach w lipcu, pasiaki chętnie zaczynają zażerać różnego rodzaju przynęty.

Wykorzystując ten fakt, wraz z kolegą Łukaszem, postanowiliśmy wybrać się na pobliskie, głębokie i piaszczyste jezioro rynnowe, obfitujące w dużą ilość garbusów, często przekraczających 35 cm.

Zachmurzenie z rana było praktycznie całkowite

Nad wodą pojawiliśmy się około 8 rano. Wiatr wiał dość intensywnie, a temperatura wahała się koło 18 stopni Celsjusza. Krótko mówiąc, pogoda idealna na spinning. Jako miejscówkę obraliśmy duży pomost kąpielowy. Jest to bardzo dogodne łowisko. Od strony wody jest tu stromy spad, z boku obszerna podwodna łączka oraz oczywiście samo pobliże pomostu, czyli drewniane pale i inne pionowe konstrukcje to miejsca wręcz ubóstwiane przez garbusy. Dodatkowo przy powierzchni w ciepłych miesiącach zazwyczaj żeruje tu drobny białoryb.

Zaczęliśmy łowienie. Kilka pierwszych rzutów i Łukasz na Easy Shiner'a wyciąga drobnego okonia koło 18 centymetrów. Po chwili również i mnie na Shad Impacta trafia się podobna rybka. Testuję kilka innych gumek i delikatnie skubią je małe okonki, ale nie mogę żadnego zaciąć. Kiedy kombinuję z różnymi przynętami, z drugiego końca pomostu słyszę tylko jęk zawodu. Łukaszowi uderzył szczupak i momentalnie odgryzł gumę. Zmieniłem przynętę na nieco większe od poprzednich "glutów", perłowo-niebieskie kopytko od Manss'a. Gumę prowadzoną w opadzie odprowadzały już przyzwoite okonie, ale żaden nie zdecydował się na agresywny atak.

Po chwili coś pogoniło po powierzchni małą uklejkę. Był to okoń, naprawdę ładny okoń. Założyłem poppera. Kilka minut rzucania nie  przyniosło żadnego efektu. Na moje miejsce przyszedł Łukasz i gdy przeniosłem się na chwilę, usłyszałem tylko "siedzi". Miał na kiju rybę na oko, coś koło 33-35 cm. Jednak gdy już wyciągałem podbierak, wypiął się.

Połowiliśmy jeszcze godzinę i po przerzuceniu kilku niedużych okonków, zeszliśmy na przerwę. Trzeba było dać im i sobie trochę odpocząć. W międzyczasie napłynęło kilka ciemnych chmur, które nie napawały optymizmem.
Momentami delikatnie popadywał deszcz

Omówiliśmy taktykę i wróciliśmy nad wodę. Przerzuciliśmy się na jaskółki Lunker City. Trzeba przyznać dawały radę.
Okonki niewiele większe od gumy biły w nią jak szalone

Rybę można było złowić prowadząc jaskółkę przy samym pomoście. Szybko doskakiwały do niej stadka okoni i uderzały bez opamiętania. Stwierdziłem, że może jakaś inna przynęta skusi ciut większą rybkę, więc jak to ja, ciągle zmieniałem przynętę. Łukasz w tym czasie z opadu wyciągał okonie około 20 centymetrów.
Zaciąłem się i przez dłuższy okres nie mogłem złapać ryby. Było koło godziny 12, zza chmur pierwszy raz tego dnia wyszło słońce. Wzmógł się również wiatr, ale doskonale było teraz widać w wodzie blaski drobnej uklejki, która od rana była przy pomoście. Zdecydowałem się założyć odblaskowego, srebrnego wobka własnej roboty o dość agresywnej pracy. Okonie pięknie współpracowały i raz za razem zawieszały się na kotwicy.
Rozmiarem może nie powalały, ale wszystkie ryby złowione na samodzielnie robioną przynętę cieszą podwójnie

Niestety od wpół do pierwszej musieliśmy się zwijać, aby zdążyć na autobus. Wędkowanie myślę, że można zaliczyć do udanych. Nie udało się złowić okazu, ale przerzuciliśmy razem około 20 okoni. Na pewno wrócę na to jezioro jesienią, w poszukiwaniu pięknego garbusa.