Czas płynie nieubłaganie. Wiatr jest zimny, momentami przeszywający i pomimo słonecznej pogody, czuć w powietrzu jesień. Po miesiącu przerwy, tym razem z kolegą Jakubem wybrałem się nad okoniowe jezioro, które odwiedzałem w sierpniu, aby sprawdzić czy garby w końcu ruszyły.
Ryby miały pomarańczowy pigment na brzuchach, co świadczy o tym, że dalej zajadają się rakami. Może by tak połapać na imitację raczków? Kto wie, może to przyniesie mi w końcu upragnionego garbusa.
Choć brania później były bardzo sporadyczne, na białego Swing Impacta od Keitecha udało mi się skusić jeszcze jednego pasiaka.
Dochodziła 16 i czas było się zbierać. Jeśli chodzi o brania, dzień był niewiarygodnie słaby, ale cieszy to, że nawet w takiej sytuacji udało się wyholować te dosłownie kilka rybek. To na pewno nie koniec okoniowych przygód z tym jeziorem, mam jedynie nadzieję, że następne będą bardziej owocne.
Łowienie było utrudnione, z powodu wyżej wspomnianego wiatru, a konkretniej fali jaką powodował.
| Cały dzień było bezchmurnie |
Mój zestaw składał się z plecionki 0.12 i flurocarbonu 0.30, na którego końcu dowiązany był jig. Kuba wybrał bocznego troka z ciężarkiem 7g i maleńkim twisterkiem. Pierwsza godzina dała jedynie delikatne puknięcia, spod drobnicy, której tysiące sztuk, stały pod pomostem. Gdy już myślałem, że tego dnia nic nie złapiemy, podczas opadu czarnej jaskółki od Lunker City, szczytówka delikatnie ugięła się. Skwitowałem to momentalnym zacięciem i na końcu zestawu zawiesił się okonek 22 cm.
Następna godzina łowienia, upłynęła pod znakiem ciszy i praktycznie zerowej aktywności ryby. Wygląda na to, że okonie zaczęły już powoli spływać na głębszą wodę, by tam oczekiwać na pierwsze przymrozki.
Kombinowaliśmy. Około 15, Kuba chodząc po wolnych pomostach, na bocznego troka wyciągnął praktycznie jeden po drugim, okonie około 18 cm. Po chwili u mnie też zaczęły się delikatne stukania.
Ryby miały pomarańczowy pigment na brzuchach, co świadczy o tym, że dalej zajadają się rakami. Może by tak połapać na imitację raczków? Kto wie, może to przyniesie mi w końcu upragnionego garbusa.
Choć brania później były bardzo sporadyczne, na białego Swing Impacta od Keitecha udało mi się skusić jeszcze jednego pasiaka.
| Musiał uciec z paszczy ładnego szczupaka |
Dochodziła 16 i czas było się zbierać. Jeśli chodzi o brania, dzień był niewiarygodnie słaby, ale cieszy to, że nawet w takiej sytuacji udało się wyholować te dosłownie kilka rybek. To na pewno nie koniec okoniowych przygód z tym jeziorem, mam jedynie nadzieję, że następne będą bardziej owocne.
| Ryby po zdjęciu wróciły do wody |