Maggot feeder

Jakiś czas temu, gdzieś w angielskiej części "wędkarskiego internetu", zdarzyło mi się zobaczyć  interesującą metodę do połowu linów, w której wędkarze używają specjalnego koszyka uwalniającego robaki. Oglądając kolejne materiały o owej technice zauważyłem, że równie skutecznie nadaje się ona do połowu kleni, okoni czy pięknych płoci. Nie mogłem oprzeć się pokusie i choć sporo czasu upłynęło już od mojego odkrycia, postanowiłem jej spróbować.



Na czym polega fenomen? W zasadzie na tym samym, co w przypadku łowienia na koszyczek zanętowy, z tym, że spożywka jest zastąpiona żywym robactwem. Robaki instynktownie uciekają z koszyka, gdy ten osiądzie na dnie, tworząc w okolicach naszej przynęty atrakcyjny "dywan", w którym żerują ryby.


Zestaw do maggot feeder'a jest niezwykle prosty. Na żyłkę główną zakładamy koszyk (można go dostać w coraz większej ilości sklepów), koralik, stoper i krętlik do którego dowiązujemy nasz przypon z przynętą. Sygnalizacja brania jest taka sama jak w klasycznej metodzie gruntowej, czyli przez bombkę zawieszoną na żyłce albo drgającą szczytówkę.




Aby umieścić robaki w koszyku w prosty sposób otwieramy pokrywkę i zagarniamy je do środka. Najlepiej wcześniej przesypać je do głębokiego pojemnika, aby ułatwić sobie to zadanie. 
W zależności od tego na jaką rybę się nastawiamy możemy użyć robaków innego koloru. Jeżeli naszym celem jest lin lub okoń, najlepszym rozwiązaniem będą robaki zabarwione na czerwono. Płocie z kolei preferują kolor brązowy, a leszcze żółty. Ja niestety, nie mając innej możliwości użyłem robaków różnokolorowych, gdyż tylko takie dostępne były w moim sklepie.


Pogoda wygoniła ryby na głęboką wodę i niezbyt chciały współpracować, ale jestem pewien, że gdy zrobi się nieco cieplej ta metoda będzie robiła nad wodą prawdziwe zamieszanie.