Jaka guma na szczupaka?


Ileż to razy zdarzyło mi się przeglądając grupy wędkarskie zobaczyć takie pytanie? Ba, sam na początku swojej spinningowej przygody zadawałem podobne. Czego więc dotychczas się dowiedziałem? Jakie prawidła poznałem?

Łowienie szczupaków ma to do siebie, że należy kierować się przy nim jedną zasadą. Mówi o tym, że zasad... nie ma! Jeżeli nad wodę wyruszamy z kieszeniami wypełnionymi najdroższymi przynętami, o których nasłuchaliśmy się tyle, że moglibyśmy mówić i mówić, zakładamy, że nad wodą wyciągniemy "wszystko co się rusza" i pokażemy "kto tu tak naprawdę rządzi".

I tu właśnie wędkarstwo pokazuje swoją, moim skromnym zdaniem, piękną stronę. Jest nieprzewidywalne. Często wrzucając do wody najlepsze wabiki, kusząc nimi w podręcznikowych miejscach nie złapiemy kompletnie nic. Co lepsze 20 metrów dalej inny wędkarz na najtańszą blachę z bazarku, wyciągnie kilkukilogramową "mamuśkę".

Tak naprawdę do napisania tego artykułu przekonała mnie ostatnia "okoniowa" wyprawa. Scenariusz wyglądał tak: ja, wędka do 10g i gumki 2 cale.




Typowe delikatne dłubanie okoni. Co się działo? W pierwszych 4 rzutach wyjechały 3 szczupaczki niestety wszystkie około 35 centymetrów.  



Brały tylko szczupaki. Nie tylko mi ale również innym wędkarzom i wszystkie na małe gumki. Co ciekawe niektórzy wspominali również o sztukach 50+, co na tym akwenie było niezwykłą rzadkością.


Również mój największy szczupak z tej wody w tym sezonie mierzący 53 cm wziął na 2 calowego keitecha. Zdjęcia niestety nie zrobiłem, więc musicie uwierzyć mi na słowo.

Z kolei na gumy powyżej 10 centymetrów miałem w tym sezonie znacząco mniej brań, a co ciekawe brały ryby około 40 centymetrów czyli praktycznie niewiele większe od tych łapanych na najmniejsze przynęty.

Dla kontrastu powiem, że na innych wodach wyjechało wiele ryb tylko i wyłącznie na gumy duże. Nie reagowały na kąski mniejsze niż 12 cm, z tym że były to ryby większe.

Do czego dążę? Mianowicie tak naprawdę nasze utrwalone w głowie przekonania typu "tylko gumy 15+"  często prowadzą do rutyny i nie pozwalają osiągać nad wodą dobrych rezultatów. Czasami warto wyjść z utartych schematów i założyć na koniec może trochę mniejszą przynętę a może wręcz przeciwnie gumę tak dużą np. dwudziestoparocentymetrową, że wcale nie posądzalibyśmy jej o skuteczność.

Myślę, że należy wyjść z mylnego przekonania jakoby przynęta sama łowiła. W wędkowaniu ważniejsze jest miejsce, znajomość tego co się w wodzie dzieje, na czym żeruje drapieżnik i na odpowiednim dostosowaniu przynęty do tych warunków. Powiem jeszcze inaczej! Czasami dzięki zastosowaniu przynęty kompletnie nie pasującej do warunków osiągniemy sukces. Wędkarstwo w dużej mierze opiera się na losowości, a nasza wiedza i doświadczenie, może przybliżyć nas jedynie do spotkania z wielką rybą (nie zapewniając go), a przynęta, jest ostatnim elementem tej układanki.

Podsumowując, nad wodą warto kombinować i często zaskakiwać nawet samego siebie. Nie ulegać reklamom i ślepemu poczuciu wyższości na przyrodą, która tak często potafi nas zaskakiwać.