Pewnie duża część z was, czytając tytuł tego artykułu musiała mocno się zdziwić. W końcu coraz popularniejsze staje się ostatnio hasło "większe znaczy lepsze", mówiąc szczególnie w kontekście sprzętu spinningowego na szczupaka.Ciężkie castingi i multiplikatory są coraz powszechniejsze w arsenale polskiego wędkarza i choć sam jestem zwolennikiem używania dużych przynęt tym razem chciałbym pochylić się nad sensem łowienia "na lekko" jesienią - czyli po krótce, czy warto oraz jak i kiedy?
Cykl życia ryb jest ściśle uwarunkowany temperaturą wody. Nie ma dla nich znaczenia, czy w kalendarzu mamy wrzesień czy październik, najważniejsza jest dla nich właśnie ona. To do niej dostosowuje się ich metabolizm, a co za tym idzie miejsca, których przebywają i pokarm jaki stanowi podstawę ich diety.
Przykładowo w tym roku mieliśmy do czynienia z długim, gorącym latem i dość ciepłą jesienią przez co pomimo kalendarzowego listopada temperatura wody w średnich i dużych jeziorach (które ochładzają się o wiele wolniej niż małe zbiorniki) przypomina średnią z początku października. Drapieżniki w tej sytuacji ustawiają się w płytkich miejscach gdzie nadal aktywna jest drobnica, która dodatkowo grupuje się w ogromne ławice.
W takiej sytuacji i na takich miejscówkach przynęty wielkości 5-10 cm są znakomitym rozwiązaniem. Dlaczego? Przede wszystkim doskonale imitują naturalny pokarm i nie wzbudzają podejrzeń drapieżników. Fakt, że łowi się na nie również mniejsze sztuki, ale nie oszukujmy się, właśnie ich jest najwięcej w naszych wodach i często używając nawet teoretycznie "selektywnych" dużych przynęt zdarza nam się holować "niewymiary".
Dopóki woda nie ochłodzi się jeszcze mocniej i drobnica nie odejdzie od brzegów, łapanie na lekko, najczęściej po nawietrznej stronie jeziora będzie jak najbardziej skuteczne.